poranne latanie za słońcem
tak jakoś po nocy spędzonej na lataniu po necie już miałem kłaść się spać ale coś mnie tknęło i zamiast spać, poszedłem polatać rowerem:). poczułem, że muszę sobie przypomnieć jak kiedyś, dawno, dawno temu za górami, za lasami… no może nie aż tak dawno ale dość dawno kurka, śmigało się rowerem w każdej, prawie, wolnej chwili… była 3.53 kiedy pstryknąłem pierwsze zdjęcie.. zabrałem oczywiście aparat na to latanie po mieście bo nigdy nie wiadomo kiedy się okazja na powtórkę przydarzy. …
Właściwie to wyruszyłem z zamiarem wschodu słońca złapania ale, że aura nie sprzyjała(z resztą chyba i tak byłem już spóźniony) to zamiast w lewo, pojechałem w prawo… miałem ochotę jechać jak najszybciej żeby zkorzystać z tego jakże smacznego powietrza… tak dawno tego nie robiłem, brakowało mi tylko muzyki w uszach-na następny wyjazd już na pewno zabiorę coś przyjemnego,. a może potf, tak na pewno ich! i “late good bye”.
kiedy tak nawijałem metry i mijałem kolejne miejsca, myślałem o tylu rzeczach- o rzeczach, które minęły, a właściwie to raczej o takich właśnie czasach… i chociaż miło było sobie powspominać choćby BP nocą odwiedzane od zawsze, czy wesołe miasteczko z bardziej zamierzchłych czasów , miasteczko które “rozkładało się” właśnie w miejscu dzisiejszej BP… no i jeszcze był tam salon gier wcześniej, który spłonął zresztą……no i chociaż było miło to powspominać to jakoś mi tak było dziwnie…
fajnie jest czasem powspominać… chociaż pewnie wrażenie “dawniej wszystko było lepsze” to tylko nasze wyidealizowane spojzrenie na stare czasy… wydaje nam się( a może tylko mnie się tak wydaje..?), że wszystko lepiej smakowało, pachniało.. . teraz może wszystkiego jest za dużo i nie doceniamy już tego jak dawniej kiedy to miało się resoraki w kieszeni, grało się w kapsle i przy tym żuło donalda… taka Polaka Chomiczówka.
Poza tym, że myśli miałem pełną copke to nacieszyłem się tą jazdą pustymi kieleckimi ulicami jak mały dzieciak. Niby ulice te same co za dnia ale jednak wszystko takie inne, wszyscy śpią… no może poza kilkoma niedobitkami powracającymi z różnych imprez, pabów czy wesel…no i nocny sen nie dotyczy wiecznie żywych taksiarzy…
Ogólnie rzecz biorąc to pojeździłem jak za starych czasów chociaż miejsca już nie takie same, przy tym nawdychałem się radości razem ze świerzym powietrzem.. będzie musiało mi to wystarczyć n ajakiś czas…
następnym razem złapię wyłaniające się słońce…



















